Przezroczysty tiul
Na skraju jawy, w półmroku pokoju,
gdzie światło lampy lękliwie się chowa,
zrzucam z ramion ciężar mego niepokoju
i zaczyna się szeptem bezgłośna rozmowa.
Przezroczysty tiul, jak mgła nad jeziorem,
spływa po biodrach kaskadą lekkości,
drażniąc spojrzenie kunsztownym wzorem,
oraz obietnicą bliskiej, drżącej namiętności.
Pod cienką tkaniną krew tętni i płonie,
linia wzgórka kreśli horyzont pragnienia,
gdy powoli kładziesz na tiulu swe dłonie,
by poczuć pod palcem dreszcz oszołomienia.
To gra w chowanego, gdzie wzrok się gubi,
między tym, co skryte, a tym, co widoczne,
gdy delikatne ciało się w miękkiej materii lubi,
a usta szukają chwil namiętności bezzwłocznie.
Jeden ruch dłoni – i cienka mgła ta opada,
zostawiając nagość w srebrzystej poświacie,
w ciszy nocy, gdzie serce sercu odpowiada,
w najczystszym, miłosnym uniesień traktacie.