Pierwszy zarys festiwalu już żyje… i robi się coraz bardziej bezczelny.
Upychamy wszystko, co nas kręci, dokładamy kolejne warstwy, przesuwamy granice i sprawdzamy, ile jeszcze da się zmieścić w tych ramach — a prawda jest taka, że trzy dni to zdecydowanie za mało.
To dopiero wersja „soft” tego, co chodzi nam po głowie. Plan będzie się zmieniał, giął i prowokował jeszcze nie raz (i dobrze), ale już teraz czuć, że to nie będzie grzeczna impreza.
Będzie gęsto. Będzie intensywnie. I zdecydowanie nie będzie nudno.