Był moment, kiedy obawiałam się o nasze małżeństwo. Obawiałam się, czy będę potrafiła kochać i szanować mojego męża, skoro pozwala mi chodzić do innych. To był czas, kiedy spędzałam wieczory częściej poza domem niż w domu. Wracałam, czasem z podartymi majtkami, ze śladami na pośladkach, z zapachem kutasa w ustach, a on przyjmował to ze spokojem, wręcz z elegancją: proponował herbatę, głaskał po włosach, robił mi kąpiel. Targały mną wtedy silne emocje: poczucie winy, wstyd, złość - na siebie i na niego, że nas takie życie wciąga, ale gdy znów umawiałam się do hotelu, czułam euforię. Teraz, po latach widzę jak dojrzeliśmy w tej relacji. Okrzepliśmy. CIĄG DALSZY W KOMENTARZU 💋