„Letni wieczór”
Na tarasie było cicho, tylko świerszcze grały swój wieczorny koncert. Marta zdjęła sandały i oparła stopy na chłodnych deskach, z ulgą wzdychając po całym dniu pracy. Ciepłe światło lampki otulało ją miękkim blaskiem.
Paweł siedział naprzeciwko, z kubkiem herbaty w dłoniach. Przez chwilę patrzył na nią bez słowa, uśmiechając się lekko. Zawsze lubił te spokojne momenty — kiedy mogli po prostu być obok siebie.
— Zmęczona? — zapytał cicho.
— Trochę — odpowiedziała, poruszając palcami stóp, jakby chciała rozruszać napięcie.
Paweł przesunął się bliżej i delikatnie ujął jej stopę w dłonie. Jego dotyk był ostrożny, niemal czuły. Zaczął lekko masować jej podbicie, powoli, z wyczuciem.
Marta zamknęła oczy i uśmiechnęła się pod nosem.
— Masz talent — mruknęła z rozbawieniem.
Paweł spojrzał na nią z ciepłem. Lubił ten moment — kiedy mógł zadbać o nią w prosty sposób. Nie było w tym nic pośpiesznego ani wymuszonego, tylko spokojna troska i czułość.