Na rozgrzanej patelni ląduje kurczak — jędrny, gotowy przyjąć wszystko. Otula go gęsty sos pomidorowy, który powoli nabiera ostrości od chili. Temperatura rośnie.
Dodaję śmietanę — aksamitną, łagodzącą napięcie, mieszającą się z czerwienią w idealnej proporcji.
Posypuję bazylią i oregano, aromat unosi się ciężko i obiecująco. Kilka obrotów świeżo mielonego pieprzu — ostatni impuls.
Na wierzch mozzarella. W piekarniku topnieje powoli, ciągnie się, spaja wszystko w jedną, grzeszną całość.
Podawać gorące. Bez pośpiechu.